Dassanech to plemię zamieszkujące najdalsze tereny Etiopii południowej znajdujące się w delcie rzeki Omo. Są to półpustynne ziemie położone tuż przy granicy z Kenią i Sudanem Południowym. Jest to także plemię, gdzie rytuał obrzezania jest nadal praktykowany – dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Dassanech tribe - village
Film nagrany w trakcie wizyty w wiosce

Do wioski wyruszyliśmy z samego rana tuż po nocy spędzonej w  TurmiLodgy The Desert Rose of Hammer Village. Droga w kierunku miejscowości Omorate z szutrowej zmieniała się miejscami w asfaltową i nie była szczególnie uciążliwa. Poza tym widoki rekompensowały drobne niedogodności. Po drodze mijaliśmy osoby idące na odbywający się akurat tego dnia w Turmi targ, ale o tym innym razem.

Turmi

Omorate to niewielka miejscowość, w której znajduje się ostatnia odprawa paszportowa przed granicą z Kenią. Zaopatrzeni w paszporty podjechaliśmy do punktu by uzyskać pieczątki uprawniające do przekroczenia rzeki Omo. Ponieważ była to niedziela okazało się, że wszystko było zamknięte. Przed budynkiem siedział tylko jeden Pan, oczywiście z bronią. Nie bardzo mu się chciało zajmować turystami, tak więc bez pieczątek 🙂 podjechaliśmy około 200 m i znaleźliśmy się nad brzegiem rzeki Omo.

przeprawa przez rzekę Omo

Kiedyś przeprawa łódkami przez rzekę Omo była jedyną możliwością dotarcia do plemienia mieszkajacego po jej drugiej stronie. Obecnie stoi nowy most, ale turyści nadal korzystają z drogi wodnej 🙂 Czekały na Nas pięknie wyglądające wydłubane pnie drzew. Wsiedliśmy więc w te bardzo chybotliwe dłubane łódki i ruszyliśmy. Po przedostaniu się przez rzekę na drugim brzegu oczywiście czekały na nas dzieci i lokalny przewodnik. Podobnie jak w innych wioskach zanim mogliśmy do niej wejść trzeba było ustalić najpierw cenę wejścia i cenę usług fotograficznych 🙂 Płacimy 200 birów za aparat i ruszamy do wioski.

Przeprawa przez Omo
Przeprawa przez Omo

Kilku młodych Dassanech towarzyszyło nam w drodze z nad rzeki do znajdującej się nieopodal wioski otoczonej kolczastym płotem. Ogólnie teren był bardzo płaski. Idąc mijaliśmy pola uprawne i szkołę, do której mają obowiązek chodzić dzieci. No właśnie obowiązek obowiązkiem, a jak się podczas rozmowy okazało nie ma jak ich do tego zmusić. Dassanches to lud pasterski, dla którego bardzo ważne jest bydło i kozy. Wykorzystują również bliskość wody do swoich upraw, które wymagają w tych warunkach wiele pracy. Łowią ryby i znani są również z polowań na krokodyle, a czasami nawet na hipopotamy.

Dassanech tribe

z wizytą w wiosce

Przed samym wejściem do wioski przywitał Nas syn wodza. Trudno było nie zauważyć naznaczonego nacięciami torsu i telefonu komórkowego w ręku 🙂 Powiedziano Nam, że nacięcia oznaczają, że zabił On już swoich wrogów.

W wiosce widać tylko półokrągłe zabudowania zrobione z gałęzi i patyków. Co ciekawe pokryte są one skórami i blachą falistą. Widać również biegające psy. Mieszkańcy jak zwykle witają nas bardzo licznie. Większość prosi o koszulki dla nienarodzonych jeszcze dzieci, pokazując na brzuchy.

Dassanech tribe - village

kobiety i mężczyźni Dassanches

Muszę przyznać, że lud Dassanches jest bardzo kolorowy i przyjazny. Nawet udało się zrobić zdjęcia uśmiechniętych buzi. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni noszą koraliki, muszelki i innego rodzaju ozdoby np. bransoletki z zegarków :). Kobiety ubrane w zwierzęce skóry bądź kolorowe materiały prezentują się bardzo ładnie. Trudno też nie zauważyć, że zdecydowana większość z nich jest w ciąży. W wiosce nie widać osób starszych, a Pani uwieczniona na zdjęciu (to ta prowadzona przez młodszą – jest po 40-stce). Klimat i trudne warunki życia powodują, że ludzie żyją tu średnio 41-43 lat.

Dassanech tribe
Dassanech tribe

Na koniec naszego pobytu nasi gospodarze wykonali również dla Nas kilka swoich tańców. Ale mieliśmy wrażenie, że robią to bardziej dla siebie. Całe to zgormadzenie, tańce i śpiewy sprawiały radość mieszkańcom wioski. Było to niezorganizowane, bez scenariusza. Bardzo surowe.

ciekawość dziecka

Dzieci, jak to dzieci, są ciekawe i absolutnie bezpośrednie w wyrażaniu swoich potrzeb. Nawet jak nie mówimy tym samym językiem 🙂 Niektóre z dzieci miały na nóżce założony mały dzwoneczek.

Dassanech tribe
Dassanech tribe

zakupy u ludu Dassanches

Dassanches przygotowali dla Nas mały powiedzmy “targ”. Mogliśmy tam nabyć wykonywane przez nich ozdoby (biżuterię) i drewniane przedmioty: figurki, karabiny, łyżki i poduszki. To dobry moment aby ich wesprzeć i zapłacić za ich pracę. Oprócz drewnianej poduszki (o zapachu zjełczałego masła) kupiliśmy również naszyjniki z zębami krokodyla, zastanawiając się czy będziemy mogli je przewieźć?

Przed dalszą drogą do Jinki mieliśmy chwilę przerwy na toaletę i zimne napoje. Obok Nas siedziała grupa dziewcząt zupełnie inaczej ubrana niż lokalne kobiety. Przy bliższym poznaniu okazało się, że to Panie “do towarzystwa” 🙂

Omorate, Etiopia
styczeń 2019