Budzę się. Z pomiędzy ciężkich zasłon hotelowego pokoju przedzierają się delikatne smugi światła. W pokoju panuje półmrok, znowu chwila zastanowienia gdzie jestem. Leniwie wstaje z łóżka, otwieram okno. Do pokoju wlewa się poranne słońce budzącej się Wenecji. Z kanału dzielącego wyspę Giudecca od Wenecji docierają odgłosy codziennego życia. Barki przewożące towary na wyspę, z zacumowanej na hotelowej przystani łodzi wychodzą pasażerowie, obsługa bez pośpiechu podaje im bagaże. Rybak, na swojej małej łodzi napędzanej hałaśliwym silnikiem spalinowym, przemyka pomiędzy statkami. Ciekawe, we wszystkich innych miastach możemy zobaczyć takie same sceny – budzącego się miasta. Jednak Wenecja różni się tym, że zamiast asfaltu i betonu, które tworzą trakty komunikacyjne jest falująca woda morska. Przynajmniej nie ma dziur w drogach :).

wenecja

Po szybkim śniadaniu, doskonałej kawie, kilku odpisanych mailach mam z Anną czas na spacer po Wenecji. Przez chwilę poczujemy się jak turyści. Hotelowa łódź szybko mknie przez Canale della Giudecca w stronę Placu Świętego Marka, centrum życia turystycznego Wenecji. Łódź walczy z falami, przez co zrobienie kilku fotek przez małe okienka staje się wyzwaniem. Krótkie czasy, aby zminimalizować ewentualne poruszenie zdjęcia. Wenecja jest moim zdaniem kwintesencją zabytkowego miasta. Wszystko ma swoją historię i każdy element architektury może być tematem. Najbardziej obfotografowanym tematem. Czy warto coś jeszcze uchwycić.  Trudno o oryginalność, można skupić się na technice.

Szybko przemykamy przez główny plac, miejsce spotkań wszystkich wycieczek. Przeciskamy się pomiędzy turystami wyposażonymi w słuchawki przez które słyszą przewodników opowiadających historię ludzi i miasta. Uciekamy z dala od tego zgiełku. Kierując się w zacisze Castello, kradniemy kilka kadrów wyszukując rutynę dnia, ludzi którzy tu mieszkają, pracują. Co ciekawe, trzeba chwilę poświęcić aby ich odnaleźć w weneckiej rzeczywistości.

Gondolierzy

W maju turystów jest jeszcze stosunkowo niewielu (oczywiście niewielu w porównaniu do miesięcy wakacyjnych), wiec możemy zaobserwować leniwe oczekiwanie gondolierów na kolejnych zakochanych z Azji. Ciekawe, że młode pary ze wschodu tak często wybierają właśnie Wenecję jako scenerie ślubnej sesji fotograficznej. Po uliczkach powoli przechadzają się mieszkańcy z porannymi zakupami, a między nimi szukamy ciekawych kadrów. Dobrze, że jeszcze ktoś tu mieszka.

Jeszcze może kilka fotek w kolorze, abyście nie pomyśleli, że Wenecja jest czarno-biała :). osobiście uważam, że kolor w tym mieście nie ma znaczenia. Forma, tekstury starych murów, woda nie wymagają koloru aby przemówić do naszego umysłu. Ale nie wszyscy podzielają moją opinię 🙂

Dzień w którym odwiedzaliśmy Wenecję, był chyba dniem prania. Ponad naszymi głowami powiewały jak duże chorągwie sławiące dzień powszedni schnące ubrania, bielizna, biała pościel. Ciekawie to korespondowało z zabytkowymi kamienicami. Taki urok, prać trzeba.

Docieramy do mieszkalnej części Castello. Cisza i spokój. Otwarte okiennice. Beztrosko wygrzewające się w słońcu gołębie. Stary garnek stał się basenem kąpielowym dla ptactwa.

A teraz moje ulubione zdjęcie z tego wyjazdu. Świetnie oddaje ruch, zamieszanie na kanale i te ciemne deszczowe chmury wiszące nad miastem. Nadają bardzo ciekawego dramatyzmu.

Autoportret
Anna i Wojciech w Wenecji

Czas już wracać. powoli kierujemy się na Plac, jeszcze chwila na podwójne espresso. Telefon i powrót.

No i jeszcze fotka – standard 🙂

Wenecja,
Maj 2019